Wybór skutecznego suplementu diety nie jest łatwym zadaniem. W większości punktów sprzedaży dostępne są produkty zawierające tylko jeden aktywny składnik, albo takie, których składniki dobrane są z czysto marketingowego punktu widzenia. Korzyści zdrowotne wynikające z tego typu preparatów są wątpliwe.

Wiele osób mylnie określa suplementy jako „witaminy” (31 proc.), „minerały” (8 proc.), a nawet preparaty na schudnięcie, „leki” (6 proc.) czy dietę. Aż 41 proc. przypisuje suplementom właściwości lecznicze, których nie mają.

Błędnie sądzi się, że suplementu nie można przedawkować, tymczasem nadmiar niektórych z nich może zwiększać ryzyko zawału czy raka. Wciąż aż 38 proc. Polaków uważa, że może przyjmować suplementy bez konsultacji z lekarzem.

Bezpieczeństwo stosowania suplementów nie jest monitorowane w sposób ciągły, a jakość nadzorowana jest przez inspekcję sanitarną (SANEPID). Producenci wykorzystują też różne sposoby reklamowania suplementów. Jak zauważyła prof. Kozłowska-Wojciechowska, nie ma czegoś takiego jak „naturalny magnez” – każdy jest naturalny.

Około 90 proc. suplementów nie jest do niczego potrzebna. Najczęściej występują niedobory magnezu, potasu, wapnia i selenu oraz witaminy D, kwasu foliowego i witaminy B12 (przy czym brak B12 pojawia się głównie u osób starszych ze względu na gorsze wchłanianie). Jednak niedobory są sprawą indywidualną – nie każdy potrzebuje suplementacji” – mówiła profesor.

„Już dla siedmiu leków ryzyko wystąpienia niekorzystnych interakcji sięga 82 proc. Na przykład wśród osób po 65. roku życia, przyjmujących suplementy niewitaminowe, interakcje z zażywanymi lekami występują w 30 proc. przypadków” – zaznaczyła.

Jeśli ludziom zabroni się dostępu do bezpiecznych terapii naturalnych, medycyna oparta na środkach farmaceutycznych stanie się dla nich jedyną dostępną możliwością.